Usługi

Temat wolontariatu misyjnego trafił na mnie przypadkiem

W pewnym momencie swojego życia osiągnęłam już wszystko co miałam zaplanowane i musiałam stanąć. Nie wiedziałam dalej, w którym kierunku mam iść. Skończyłam studia, które okazały się zupełnie rozbieżne z moimi zainteresowaniami, ale rodzice tak chcieli, i dalej nie wiedziałam co robić. Wtedy natrafiłam na starego znajomego, który podrzucił mi myśl.

Uczestnictwo w wolontariacie misyjnym wskazało mi drogę

wolontariat misyjnyRafał niechcący naprowadził mnie na temat wyjazdu na misję. Na początku szybka myśl przebiegła mi przez głowę, ale potem zaczęłam się dłużej nad nią zastanawiać. Zawsze byłam aktywną chrześcijanką i uczestniczyłam w różnych formach wolontariatu, zarówno w świeckich jak i kościelnych. Nie wiedziałam co z sobą zrobić, a misje zazwyczaj były – lub przynajmniej powinny być – przynajmniej roczne. Nie wiedziałam, w którą stronę w życiu mam się udać i chyba czułam, że wolontariat misyjny, ma mi rozjaśnić niektóre kwestie. Wyjazd na misje wiązał się organizacją części pieniędzy na wyjazd. Następnie organizacja na miejscu, zapewnia już wyżywienie, zakwaterowanie i kieszonkowe. Mnie więcej nie trzeba było. Męczył mnie wyścig szczurów, męczył mnie hałas dużego miasta, męczyła mnie cywilizacja. Liczyłam na wyjazd gdzieś do Afryki. Chciałam odpocząć, pomyśleć, wybrać cel – mieć kontakt co najwyżej z innymi wolontariuszami i organizacją. Pokładałam w tej misji duże nadzieje. Nie bałam się, chciałam pomagać innym; tym, którzy nie mieli tyle szczęścia co ja, w życiu. Chciałam by była to moja pierwsza misja, ale nie ostatnia. Zgłosiłam się do organizacji i powiedziałam, że jestem gotowa jechać na misję.

Byłam w Afryce równy rok. Przepiękne miejsce. Oczywiście biedne i skwarne, ale też nie zabrudzone cywilizacją, pogonią za pieniądzem czy wirtualnymi klikami. Tam też dotarło do mnie jaki mam cel w życiu. Chcę nadal jeździć pomagać ludziom.